Tydzień przed świętami Zosia znowu zachorowała, jakaś dziwna infekcja wirusowa. Zaczęło się w poniedziałek rano - od lekkiej gorączki i bólu brzuszka. Nie czekając na rozwój wydarzeń, poszliśmy do lekarza. Wieczorem Małą dopadło prawie 40 st i tak przez kilka dni. Kilka razy rozwazalismy opcję szpitala, bo temperatura nie chciała schodzic, nawet po podaniu leków...
Jemy sobie ciasto po kolacji. Tłumaczę Zosi, że mamy święta i dziś jest wyjątkowy dzień, więc mogę jej trochę odpuścić z jedzeniem. Na to Zosia: "MAMUSIU, CZY TO ZNACZY, ŻE MOGĘ JEŚĆ DUŻO SŁODYCZY?" Wprawdzie miałam to na myśl, ale nie chciałam tego tak dosłownie nazywać.... Zosia ze swoją anginą i gorączką 38,3C bawiła się do północy, później razem...
No i doczekaliśmy się :) Były porządki, pieczenie ciast, wspólna drzemka z Małą, potem kolacja i.... Mikołaj! Kiedy wypatrywaliśmy Mikołaja przez okno, ten sprytnie podrzucił prezenty pod choinkę i uciekł.
Zosia dostała:
rękawiczki z jednym palcem ("O, PANI ANETA SIĘ UCIESZY!" - przedszkolanka prosiła, żeby dzieci miały rękawiczki z jednym...
W niedzielę rano Mała obudziła się koło szóstej z płaczem, żeby ją przytulić. Półprzytomna wyjęłam ją z łóżeczka, a tu nagle wszystkie łzy zniknęły, a oczy się zaświeciły. Nasza córka z zachwytem w oczach zawołała: "LALA! MOJA!!" i pobiegła do swojego stoliczka. Okazało się, że w nocy zajączek zostawił dla niej lalki, kołyskę, nocniczki i...
Święta w tym roku były dość męczące. Piątek spędziliśmy u naszej przyjaciółki i jej rodziców (kiedyś wspomniana "CIOCIA TENIA" - mama chrzestnej Zosi, do której nasza córka się wybiera, gdy pakuje swoje instrumenty). Było miło, przyjemnie, spokojnie, Mała się wyhasała, nawet psy zbytnio jej nie przeszkadzały, jeździła na "TJAKTOZE CIEJWONYM"...
Trzeba odśpiewać kolędy:
Lub w takiej wersji
Mikołajowi wypada podziękować za prezenty:
Prezent się udał:
No to się zaczyna. Z małego noska leci i przestać nie może. Wygląda mi to na katar alergiczny, ale nie wiadomo na co. Cały czas dostaje Aerius i do tej pory było ok. Teraz włączyliśmy wapno i odsysamy biedny spuchnięty nosek (oczywiście przy krzykach i protestach). Na początku myślałam, że Zośka po prostu się zaraziła czymś od dzieciaków w żłobku albo złapała coś...
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów