Dziś rano pojechaliśmy do Helu, do fokarium. Wzięłam sobie za punkt honoru pokazać Zosi w tym roku foczki i dopięłam swego. 40 minut autobusem (pociąg nie dojechał, ku zmartwieniu Zośki - "CIUCIU"), potem szybko do fokarium, bo zbliżała się godzina karmienia. Udało nam się zająć miejsce z widokiem na "plażę" fok, więc super. Zośka nawet wykazywała żywe zainteresowanie mieszkańcami basenu - foki co chwilę wypływały na powierzchnię i zaraz się chowały ("AKUKU"), tuż przed karmieniem wyskakiwały na moment na ląd albo jak najwyżej umiały wynurzały łby nad wodę ("OPAOPA"). Potem Mała zrobiła się niecierpliwa i z trudem wytrzymała oczekiwanie na karmienie. A potem się zaczęło - foki wychodziły na brzeg, musiały pokazywać zęby, turlać się, dostawały ryby, bawiły się piłką - prawie całe karmienie wykazywała zainteresowanie. Dość szybko zapomniała jednak o tym, bo na drugie śniadanie poszliśmy na plac zabaw do przedszkola. Dzięki uprzejmości pań opiekunek, Zosia mogła wejść na plac i bawić się z dziećmi. Dość szybko zakontraktowała sobie koleżankę, z którą się bujała, zjeżdżała, robiła "BABI", dzieci zrobiły mi dwa torty - malinowy i karmelowy, potem dostałam pierogi piaskowe, a Andrzej robił za fotografa dzieci (wieczorem przesłaliśmy te zdjęcia do przedszkola). Jak dzieci zaczęły zbierać się na obiad, dla nas też już był czas zbieraćsię do wyjazdu z Helu. Zosi wytłumaczyłam, że dzieci idą spać (a dla Zosi już dawno minęła pora snu). Dzikim fartem od razu przyjechał autobus i pojechaliśmy do Władysławowa. Zosia nie chciała wychodzić z wózka, powiedziała tylko: "SPAĆ, AMAMAM", po czym dostała smoczka i chwilę później odleciała. Spała trzy godziny. Obiad wsunęła, aż jej się uszy trzęsły, wrzaskiem domagała się "GUA" (ogórka kiszonego), często nazywając go "PTAPTY" (co teraz jest pianką typu Marshmallows), do szkoły wróciła w większości na piechotę (potem był protest przeciwko światu i jechała na sygnale przez miasto). Chwilę poszalała, zbierając "SZISZA" i "PATI". Po szybkiej kąpieli zasnęła bardzo szybko i śpi spokojnie.
Do nowych dokonań słownych naszej córci można zaliczyć wymawianie "s" w słowie "spać" (które to "s" Zośka omijała wcześniej) i "TLAPLA", co oznacza plamkę w brodziku. Niestety, więcej słów nowych nie pamiętam w tej chwili, a kilka ich jeszcze jest.
No, i śpiewa przy muzyce (głównie przy szantach dla dzieci - może uda mi się ją kiedys nagrać).
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
Co roku jeżeli oczywiście jedziemy na wakacje do Władysławowa odwiedzamy fokarium:). Ale Malwinka nie lubi tłumu ludzi... Ola za to uwielbia...