Dzisiaj Zośka miała imieniny. Mieliśmy ambitny plan rano wstać i pojechać z moimi rodzicami na giełdę kwiatową. Ze względu jednak na przeziębienie mojej mamy i barową pogodę zostaliśmy w domu. Wstaliśmy wcześniej niż zwykle, Zośki pierwszym słowem oczywiście było "dzieci" (bo rano idziemy do żłobka).
Na śniadanie było jajko na miękko. Wiem, że Zośka raczej nie powinna jeszcze jeść na wpół ścięte żółtko, ale to jest jedyna jego forma, która do buzi trafia bez protestów ("jajo"!!!). Mała zjadła swoje jajo, po czym zabrała się za jajo tatosiowe. Tatuś zaprotestował słowami: "to moje jajo", na co nasze dziecko odparło: "moje jajo, dajto".
Po śniadaniu przyjechali moi rodzice i wręczyli Zosi prezent imieninowy - zabwkę do samochodu - kierownicę z różnymi funkcjami muzycznymi. Nie muszę mówić, jaka była szczęśliwa - zabawka gra, świeci, trąbi i wydaje dźwięki różnego typu, poza tym czasem się trzęsie. I jest głośna. Super. Na szczęście baterie nie trwają wiecznie :)
Potem był spacer, zakupy. Zosia dziś się zbuntowała i zasnęła 2 godziny później niż zwykle. Spowodowało to małą obsuwę czasową - mieliśmy pojechać do babci naszej przyjaciółki - też Zosi. Babcia tak sobie upodobała naszą Zośkę, że co chwilę przekazuje przez Agę różne ekstra ubranka - efekt łowów i znajomości w pobliskich ciuchlandach. Niektóre ciuszki to naprawdę perełki...
U babci było spokojnie, Mała jak zwykle się wygłupiała, bajerowała o kolejny kawałek ciasta, paluszka itd...
Potem wróciliśmy do domu, Mała chwilę pobawiła się z Olgą - córeczką sąsiadów (wszystko dziś było "moje"!!!), po czym trafiła do kąpieli i bardzo szybko zasnęła. Do mnie w tym czasie przyjechali znajomi - chrzestna Zosi i moja przyjaciółka oraz nasz bardzo dobry kolega. Rozmawialiśmy sobie spokojnie, opowiadaliśmy, co słychać (dawno się nie widzieliśmy) przy lampce wina roboty Adasia. W pewnym momencie usłyszałam płacz Zosi. Poszłam do niej, myślałam, że znowu zgubiła smoczka. Ale niestety, Mała płakała przez sen i wyciągała rączki. Niedobrze, nie podoba mi się jej płacz przez sen. Wzięłam ją na ręce, przytuliłam i ..... poszłam po termometr - 38,5 st.
Od razu dałam Małej coś na zbicie gorączki i zabrałam ją do nas. Zośka się kręciła, tuliła do "cycs", plakała, wołała mama i tata, aż w końcu odwróciła się przodem do mnie, usiadła okrakiem, wtuliła i zasnęła, co chwilę kontrolując, czy jestm i nadal ją przytulam.
Świetnie, znowu się zaczyna chuśtawka temperaturowa. :( Chyba kolejny tydzień w domku.... A myślałam, że już wyjdzie z tego :(
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
zimna ta Zośka w tym roku:))))))))))