W środę wróciłyśmy do żłobka. Płacz przy rozstaniu, marudzenie, wielki żal. W czwartek to samo. Najgorzej było dziś w nocy - Mała co chwilę budziła się, płakała, uspokajała się tylko po przytuleniu, a właściwie wczepieniu się we mnie, całą noc musiałam być tuż obok, żeby w każdej chwili mogła się przytulić. Spała bardzo niespokojnie. Dziś jak ją odprowadzałam to na początek trafiła do innej grupy (ktoś tam nie dojechał i dzieci odbierała inna pani) - skończyło się ogromnym płaczem i histerią. A najgorsze jest to, że nie mogę tak po prostu się cofnąć i Zośkę przytulić, bo nigdy nie nauczy się, że idzie do żłobka, a potem mama albo tata (lub babcia) po nią ZAWSZE przyjdą. Nie wiedziałam, że będzie aż tak ciężko...
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
Moja starsza córka też chodziła do żłobka i miałam podobnie niestety ale musiałam ją zostawić i lecieć do pracy co było robić... Potem do przedszkola chodziła w podskokach i awantury robiła wyłącznie w weekendy kiedy do przedszkola się nie szło :). Z Malwinką wcale nie odczułam jakoś... Ale poszła do przedszkola dopiero kiedy skończyła 3 lata to jest różnica...