Zośka zdrowa. Ciężko szło, ale w końcu pozbyliśmy się gorączki. Po chorobie pozostała tylko chorobliwa miłość do smoczka (teraz musimy mieć przy sobie na łańcuszku nie jeden smoczek, ale dwa, które wymieniane są w buzi z częstotliwością co 3-4 minuty) i wstręt do nocnika. Podczas próby pobrania moczu do analizu Mała niestety zraziła się do nocnika tak, że nie chce...
W niedzielę było super, Mała tryskała energią, nawet poszliśmy spacerem do moich rodziców. Jedynym sygnałem, że coś jest nie tak, był brak apetytu Zośki. Wieczorem zaczęło się - 39 st C, marudzenie, totalne rozregulowanie. Poniedziałkowy poranek u lekarza, kolejny antybiotyk, zwolnienie na kolejny tydzień. I ciągłe skoki - w kwadrans temperatura dobija do 39, Zośka staje...
Podczas porządkowania starych Zośki rzeczy (ciuszki, zabawki itd..) na środek pokoju trafił fotelik - bujaczek, w którym Mała spędziła wiele godzin, towarzysząc mi w wyprawach do kuchni, pralni czy do sąsiadów na kawę, a od prawie pół roku nie używany. I co zrobiło nasze maleństwo? Wlazło na fotelik, położyło się i powiedziało "buibui".
Najgorsze, że teraz...
Już dwa dni nie ma gorączki. Humor też nam dopisuje, wczoraj to nawet na moment wyszłyśmy na spacer - ładna pogoda, ciepło, słoneczko, bez wiatru... Wszystko pięknie, ale niestety to zasługa antybiotyku. Zadziałał szybko i skutecznie. Wspaniale. Zośka dobrze się czuje, już nie gorączkuje, katar powoli schodzi z noska. Ale wszystko ma swoją cenę. Od dwóch dni Mała budzi nas...
Chyba próby sił ciąg dalszy. Wczorajszej nocy Zośka przyszła do mnie (siedziałam sobie przy komputerze) i w sumie tak nieszczęśliwie wyglądała, że ją wzięłam na kolana i tak przez godzinkę leżała przytulona. Potem poszła się bawić, a ja przyszykowałam się do snu i poszłyśmy spać. Jak zasnęliśmy, to Mała wróciła do siebie. Dzisiaj obudziła się, jak my kładliśmy...
Dostaliśmy przykazanie od lekarza Zośki, żeby jak najszybciej odstawić ją od pampersów. A przynajmniej, niech nie chodzi w pampersie w dzień. Damy radę, pomyślałam, ja podobno w Zośki wieku już obywałam się w dzień bez pieluchy, to Mała też się nauczy. Zapas spodenek jest, z majtkami gorzej, ale się dokupi, tetra jest. Już wspominałam kiedyś, że wiemy, co to jest...
Nadszedł etap sadzania pupki gdzie popadnie. Biorąc pod uwagę również fakt, że dzieci w żłobku do posiłków siadają na "normlanych" krzesełkach (miniaturki szkolnych krzeseł), kupiliśmy Zosi plastikowe krzesełko. Super, jest na czym pupkę posadzić :) Nie trzeba będzie budować "krzesełek" z klocków:) Wszystko byłoby ok, tylko, że siadanie przestało...
1. Zosia się kąpie. Usiadła tyłem do mnie i się bawi. Tatuś mówi: "Zosiu, odwróć się do mamy przodem". I Zosia siada przodem do mnie ;) 2. Trzeba sprzątnąć chałupę. Rozkładamy odkurzacz, ja sprzątnęłam już kurz z półek, ogarnęłam zabawki. Zaczynamy odkurzać. Zosia bierze swój zabawkowy odkurzacz i mówiąc "uuuuuuuuuuuuuu" zaczyna sprzątać z nami...
No i się zaczęło. W piątek katar się powiększył do rozmiaru powodzi, w sobotę chwyciła gorączka. Nas też - mnie boli gradło i głowa, mój narzeczony też narzeka. Moich rodziców też rozłożyło - w środę moja mama była w żłobku zamiast mnie - ja miałam cały dzień zajęć ze studentami, a Małą trzeba było się zająć. Dzieci w żłobku zakatarzone, to i nas wzięło....
Zaczyna się. W czwartek jak odprowadzałam Zośkę do żłobka, to nie chciała mnie puścić, jak wychodziłam z sali. W piątek chwyciła mnie kurczowo i rozpłakała się już na schodach, jak się zorientowała, co będzie dalej. Oj, będzie ciężko...
7:45 Dziś przyszłyśmy do żłobka wcześniej – Mała miała na rano pobranie krwi i nie bardzo widziałam sens wracać do domu. Weszłyśmy do sali, Zośka troszkę pochodziła, troszkę się pobawiła i próbowała zaczepiać dzieci. 8.15 Śniadanie – Zosia zjadła samodzielnie zupkę mleczną i chleb z pomidorem (nawet pani ją pochwaliła, że tak ładnie sobie radzi –...
No to się zaczyna. Z małego noska leci i przestać nie może. Wygląda mi to na katar alergiczny, ale nie wiadomo na co. Cały czas dostaje Aerius i do tej pory było ok. Teraz włączyliśmy wapno i odsysamy biedny spuchnięty nosek (oczywiście przy krzykach i protestach). Na początku myślałam, że Zośka po prostu się zaraziła czymś od dzieciaków w żłobku albo złapała coś...
Po obiedzie pojechałyśmy na zakupy. Żeby mieć spokój, zamiast zwykłego wózka zakupowego wzięłam wózek - samochodzik. Zośka zajmowała się zabawą i nie przeszkadzała. Po powrocie do domu trzeba było poukładać zakupy. Tatuś poprosił Zosię o pomoc w poukładaniu mleka na półce. I co zrobiło nasze dziecko? Wzięło kartonik mleka, zaniosło do pokoju i położyło na półce....
Któregoś pięknego poranka szykowałam śniadanie dla Zośki. W pewnym momencie Mała podbiegła do mnie zaaferowana, buzię zrobiła w Dziubek, powiedziała „ciuciu” i kazała się wziąć za ręce. Po którymś razie udało mi się ustalić, o co chodziło – przejeżdżał pociąg („ciuciu”) i Zosia musiała go obejrzeć i pomachać na do widzenia. I tak jest...
Drugiego dnia poszliśmy we trójkę – tatuś musiał wszystko poznać, żeby bez problemów mógł odbierać Zośkę, jak ja nie będę mogła. Pokazałyśmy mu wszystko, chwilkę posiedział i pojechał, a ja zostałam. Po drugim śniadaniu dzieci wyszły na plac zabaw, ja usiadłam na ławce i obserwowałam. Zosia bawiła się dziś spokojniej, dłużej skupiała się na konkretnych...
Pierwszego dnia byłyśmy razem przez trzy godziny. Gdy weszłyśmy na salę, Zośka zaczęła chodzić po salach, oglądać zabawki, próbowała nawiązać kontakt z dziećmi. Raczej się nie bawiła – musiała wszystko poznać i nie miała czasu nawet na jedzenie, chociaż z dziećmi poszła do stolików i usiadła. W sumie byłam zadowolona, bo tylko raz do mnie podeszła, żeby się...
W środę byłam umówiona na zapisanie Zosi do żłobka. Musiałam zebrać wcześniej zaświadczenia od lekarza itd… Postanowiłam, że zabiorę Małą ze sobą, żeby zobaczyła budynek, poznała opiekunki, może nawet zapoznała się z dziećmi ze swojej grupy. Najpierw załatwiłam całą papierologię u kierowniczki żłobka, a że trochę to trwało, Zośka zaczęła się...
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów