Gdzieś kiedyś wyczytałam, że ktoś dawał swojemu niespełna rocznemu dziecku kiełki (już nie pamiętam, chyba w jakiejś gazecie). Pomyślałam, że skoro ja je lubię, to może warto by spróbować dać Zośce. Mała miała chyba 9 miesięcy, jak lekarka stwierdziła, że jak polubi, to czemu nie, można dawać. No i się zaczęło. Kiełki były wszędzie - w twarożku, na kanapce, w surówce. I zawsze smakowały. Kiedyś Zosia zobaczyła, jak wyciągam je z kiełkownicy (zainwestowałam aż 30 zł i rosną, aż miło:) )i chciała zobaczyć. Teraz kiełki jemy na sucho, bez niczego, prosto z tacki, na której rosną. I niezależnie od tego, jakiej są wielkości (czy to fasolka mung, soczewica, czy wiesiołek) - zawsze wyjmuje je pojedynczo, starannie wybierając te najsmaczniejsze.
Jakiś czas temu mała doszła do wniosku, że skoro ona lubi chrupać kiełki, to wszyscy wokół też lubią. No to jak dorwie się do tacki, to wybiera pojedynczo i zanosi mi (akurat ja to za nimi przepadam), tatusiowi (on z "trocin" toleruje rzodkiewkę i rzeżuchę), mojej mamie, papugom, kotu.... Mama to jeszcze jak cię mogę, zje, ale bez zachwytu. Papugi uwielbiają, więc Zośka ostatnio przestała się rozdrabniać i zanosi im całe garście (nawiasem mówiąc fascynuje mnie to, że w zasadzie nieoswojone i lekko agresywne ptaki tolerują ze spokojem jej zachowanie - ani razu nie było sytuacji, w której musielibyśmy zareagować) - jedzą jej z ręki.
Problem jest z kotem. Głupie zwierze nie chce jeść ani kiełków, ani rodzynek (a przecież są takie pyszne - "mnam-mnam"), ani nie chce pić, jak mu Zośka zaniesie całą miskę (potem trzeba ją przebierać). Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki to problem dla malucha.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
ja tam ten problem maluchowy doskonale rozumiem :). Pomysł z kiełkami super.