Wiedziałam, że chodzenie z Zośka do pracy może być nieco problematyczne, ale dzisiejszy dzień (a jeszcze się nie skończył) wykończył mnie. U lekarza mała zrobiła scenę, bo nie chciała oddać książeczki zdrowia, rzuciła się na podłogę i zaczęła krzyczeć (tak, roczne dziecko!!!), nawet dwie łezki poleciały. A jak poszłysmy do pracy, to rozrabiała jak pijany zając - otwierała szafki, próbowała zdjąć wszystko, co jest w zasięgu małych szybkich rączek. A na koniec zaczęła krzyczeć, bo nie pozwoliłam jej bawić się myszką komputerową i nie puściłam na pełnym ekranie Teletubisiów (na komputerze, na którym pracuję). W końcu wsadziłam ją do wózka i czekałam na tatusia, żeby zabrał małą na spacer. A potem mogłam się skupić na pracy. Domyślałam się, że praca popołudniami, częściowo z dzieckiem, będzie ciężka, ale nie spodziewałam się, że Zośka będzie starała się tak intesywnie zwrócić na siebie swoją uwagę. Na razie ze żłobkiem cisza, utknęliśmy w drugiej setce oczekujących.
Jutro wyprawiamy urodziny Zosi. Tak wyszło, że mała urodziła się w Święta, więc z poślizgiem robimy imprezę. Ciekawe, czy jej się uda zdmuchnąć świeczkę - jak dotąd to patrzyła na ogień i nie bardzo rozumiała, czego od niej chcemy. Zobaczymy, najwyżej któreś z dzieci jej pomoże.
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
wszytkiego naj naj Zosiu:):):)