Pogoda zrobiła się prawie zimowa - spadło odrobinę śniegu i wieczorem odważyłam się z małą iść na spacer - już się lepiej czuje i zaczyna wariować bez wyjścia na dwór. Pomijając choroby, to od kiedy skończyła 9 dni, codziennie jestem lub jesteśmy z nią na dworze minimum pół godziny. Poszłyśmy na wigilię zorganizowaną przez Naukowe Koło Chemików, do którego należałam podczas studiów, a teraz jestem kimś w rodzaju nieoficjalnego opiekuna naukowego. Byłyśmy z Zośka w tym roku na ich obozie naukowym (miała niecałe 7 miesięcy) i mała bardzo polubiła to towarzystwo. Jako najmłodszy "członek" Koła jest maskotką, którą każdy rozpieszcza, a bycie w centrum uwagi to coś, co tygrysy lubią najbardziej ;)
Oczywiście nie obyło się bez małego show, Zośka do każdego podeszła, zaczepiła, wlazła kilku osobom na kolana i, ku mojemu przerażeniu - zjadła kilka ciastek. Generalnie słodyczy nie dostaje, ale raz na jakiś czas można chyba zrobić taki dzień dziecka. Tańczyła przy dźwiękach kolęd, a jak przemawiał były opiekun Koła, a mój promotor, to biła brawo. Mieliśmy niezły ubaw:)
Jak wróciłyśmy do domu, to grzecznie poszła spać, przedtem robiąc "porządek" w lekarstwach, które jej zapisała lekarka - najpierw powyjmowała syropki z pudełek, a potem pochowała, niekoniecznie do właściwych. Na szczęście nie stawia się przy dawaniu lekarstw, grzecznie pije z łyżeczki. Gorzej z czyszczeniem noska, ale nie można mieć wszystkiego. Teraz śpi i jestem ciekawa, czy dziesiejsza nocka będzie w końcu spokojna...
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
Jakie łądne ma wdzianko mikołajowe :) Naukowe Koło Chemików brzmi groźnie dla takich jak ja- typowych humanistek :p